Tatry na 4 wiatry

Mówią – nigdy nie jedź w Tatry w lecie. Bo leje, jest paskudnie, mnóstwo ludzi. Nie warto!

E tam. Jak się ma takie wolne weekendy jakie się ma, to się nie wybrzydza, tylko wsiada do pociągu (nie byle jakiego bo TLK) i się jedzie. W górach nigdy nie można się nudzić. Nigdy! Tak więc wykreował się w mojej głowie idealny plan na przedłużony weekend. Dokładnie – środa wieczór do poniedziałku rano. 4 dni chodzenia. Cel – załoić się :). A żeby nudno nie było to Tatry na 4 wiatry w dni cztery…w punktach!

  • transport czyli wsiąść do pociągu!

Kupujemy więc bilety na pociąg (wyjątkowo odstawiamy samochód), na szczęście obecnie ładnie podchodzą TLKi godzinowo – z Warszawy o 22.40, w Zakopanym o 8.30, a powrotny podobnie (zdaje się że rano o 6.30 na Wschodniej – idealnie do pracy się zdąży!). Tym razem zachciało nam się komfortu, więc zarezerwowaliśmy kuszetki…Jak dla mnie bomba – nawet zatyczki do uszu nie były potrzebne, fajnie się spało i wygodnie. Legendarnego tłoku wcale nie było (nawet w przedziałach siedzących), spokojnie, bez zakłóceń. Pociąg zegarkowo punktualny, miły pan konduktor. No i najlepsze – człowiek od rana idzie w góry wyspany i pełen sił. Cenowo już tak różowo nie jest – dla jednej osoby w obie strony wyszło po 220 zł (bez zniżek)…czyli tyle co obecnie samolot :/.

  • noclegi

Od początku były planowane w schroniskach, ale nic nie rezerwowaliśmy wcześniej, bo do końca nie wiedzieliśmy jak się wyrobimy. I tak nie miało to znaczenia – okazywało się, że jak ktoś nawet miał rezerwację to z 2-tygodniowym wyprzedzeniem conajmniej, ana Słowacji to w ogóle nie było potrzebne. W ogóle słowackie schroniska są zupełnie inną bajką niż polskie. W polskich jednak jest świetna kuchnia oraz dobre warunki sanitarne, niezła organizacja. Natomiast w większości schronisk słowackich, które mieliśmy okazję odwiedzić raz że było bardzo drogo (nocleg 17-20 euro), to warunki spartańskie (np. w Schronisku pod Waga nie ma praktycznie wody…oprócz małego kranika w sławojce).

Schronisko Dolina 5 Stawów – i tak moje ulubione, choćby nie wiem ilu ludzi było. A było mnóstwo, mimo że czwartek. Część musiała spać na zewnątrz…nam się udało wcisnąć do jadalni. Ponoć w sobotę było jeszcze gorzej. Natomiast mają świetną organizację, łazienki z ciepłą wodą, dobra kuchnia i jednak nie wywalą wieczorem, tylko przenocują. Są koce, materace, czyli nawet jak ktoś nie ma śpiwora i karimaty, da się przeżyć. Ciekawy natomiast jest zwyczaj, że jak się przyjdzie po 21.00 to płaci się za nocleg 2 razy więcej ;). Podłoga – 20 zł.
Schronisko pod Rysami – absolutny hit. Z zewnątrz wygląd wielkiego blaszaka/bunkra (potem dowiedzieliśmy się, że to najlepszy kształt antylawinowy – schronisko było regularnie niszczone przez lawiny), wewnątrz marzenie (remont w 2012 roku). No i miejsce to raj skończony, wśród skał i szczytów, pod lodowym jęzorem… W środku pięknie wykończone z drewnianymi elementami, w jadalni gigantyczny piec kaflowy oraz mnóstwo humoru na ścianach i w okolicy. Z atrakcji: epicka sławojka, ok. 150 m od schroniska nad urwiskiem z całym jednym bokiem w postaci szyby – najbardziej epicki widok z kibla EVER :). Poza tym przystanek autobusu! Pyszne słowackie specjały, KOFOLA (tak, tak, uwielbiamy), słowackie piwa. I absolutnie urokliwy schroniskowy. Poza tym mieszanka turystów, ale już takich bardziej pro – wspinacze, Polacy, Słowacy, Niemcy…Nocleg 17 euro, nie pozwolili nam w ogóle spać na karimatach tylko przytaszczyli materace (łóżek już nie było). Bez tłoku, bardzo przestronnie.

Schronisko Pod Rysami (2200 m.n.p.m.)

beware!

beware!

nawet jest przystanek autobusu ;)

nawet jest przystanek autobusu 😉

schronisko ma bardzo długą historię

schronisko ma bardzo długą historię

epicka sławojka

epicka sławojka

a tyle go szukali...

a tyle go szukali…

Sliezski Dom – to de facto nie było schronisko, tylko mała niespodzianka po drodze. Miała być TOPRówka, wyszedł wielki dom, w którym okazało się, że można zanocować. Ponoć hotel – i faktycznie, ceny na papierze 89 euro za osobę. Ale podchodzimy, pytamy – 20 euro dla nas. Rewelacja :). Okazało się, że dali nam specjalny wieloosobowy pokój z łazienką, zapewne innego standardu niż normalne hotelowe. Ale my byliśmy wniebowzięci, szczególnie, że cenowo wychodziło tyle samo co w schronisku. I ciepła woda :). Poza tym mają tam niezłą knajpę, oczywiście ze słowackimi specjałami. Warto wiedzieć, bo na mapie nie jest to jednoznacznie napisane, że da radę tam zanocować, a to świetne miejsce wypadowe na Słowackie Tatry.

Sliezsky Dom przy jeziorze

Sliezsky Dom przy jeziorze

czasem człowiek nie umie odwyknąć od pewnych przyzwyczajeń...

czasem człowiek nie umie odwyknąć od pewnych przyzwyczajeń…

  • trasa

Po pierwsze: nie same polskie Tatry. Do trasy dołączyłam również te po stronie słowackiej – bo te mało kto zna i mało kto chodzi (z Polaków). Poza tym pięknie się to skomponowało z miejscami, które chcieliśmy zobaczyć – mianowicie Rysy i Orla Perć. Chyba za każdym razem jestem w tym rejonie Tatr i trochę mi spowszedniał, dlatego padła propozycja, żeby wejść na Rysy…ale już nie schodzić kolejny raz do Morskiego Oka. Szczególnie że choruję na nienawiść do chodzenia po tych samych drogach (akurat to się nam bardzo opłaciło, patrz niżej). Tak więc wykreśliła się trasa na dni cztery (zaznaczona fioletową linią):

trasa Tatry lipiec 2013

  • Dzień 1: Zakopane – Dolina Jaworzynka – Murowaniec – Dolina Gąsiennicowa – Świnica (2301 m.n.p.m.) – Zawrat – Dolina 5 Stawów (schronisko) 

Kubeł zimnej wody dostaliśmy już na początku. w sumie to nam się należało, bo chcieliśmy sobie ułatwić życie, a mianowicie wjechać kolejką na Kasprowy (i zaoszczędzony czas spędzić na Orlej Perci). Kubeł w postaci 3-godzinnej kolejki skutecznie zniechęcił nas do dalszych ułatwień i uciekając w popłochu od dzikiego tłumu turystów uciekliśmy do Doliny Jaworzynki. Na razie było lekko, ale gorąco (lipiec! słońce! nie pada! ciepło!). Pod Murowańcem nie omieszkaliśmy zjeść lunchu – i była to dobra decyzja, bo jedzenie mają tam przednie. Wzięliśmy oczywiście kartusz i kuchenkę oraz jedzenie ewentualnie gotowalne w takich warunkach, ale jak nie trzeba, to po co :). Tłum turystów znów szybko nas przegonił na górę. Doliną Gąsiennicową wdrapaliśmy się na górę, a potem już na samą Świnicę. Widoczność niezła, tylko wiało. Może i dobrze, bo nie było za dużo ludzi – a pod Świnicą lubi się korkować (dużo łańcuchów, wąskie drogi). Ze Świnicy zeszliśmy w końcu tylko na Zawrat i do schroniska, bo zrobiło się trochę późno, poza tym ciągle napływały chmury i woleliśmy nie ryzykować. Łańcuchy między Świnicą a Zawratem to niezłe wyzwanie (jak na Polskę), w sumie idzie się pionowo w górę przez 30 metrów.

Dolina Gąsiennicowa

stawy Gąsiennicowe

widoki ze Świnicy na Dolinę 5 Stawów

łańcuchy pod Zawratem

  • Dzień 2: Dolina 5 Stawów – Świstówka – Morskie Oko – Rysy (2499 m.n.p.m.) – Schronisko pod Rysami (2250 m.n.p.m.)

Bardzo baliśmy się o pogodę, bo było dość niewyraźnie – niby ładnie, ale chmury wciąż napływały. To było już któreś z kolei moje podejście do Rysów i tym razem naprawdę nie chciałam dać za wygraną. Wybraliśmy nawet krótszą drogę przez Świstówkę (zamiast przez widokowy Szpiglasowy Wierch), żeby jak najszybciej zacząć podchodzić pod Rysy. Do Morskiego Oka oczywiście waliły już tłumy (10.00), ale jeszcze dało się wytrzymać. Pod Rysami oczywiście gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg, ale w miarę bezpiecznie. Ludzi szło sporo, mimo zmiennej aury (jak zaczęliśmy podchodzić od Czarnego Stawu to zaczynało kropić). |Największym zaskoczeniem dla mnie był chyba obraz za skrętem szlaku koło Buły pod Rysami. Myślałam, że to już już, a tu cały (najgorszy) kawał drogi). Ale co tam, poopalaliśmy się trochę z piękną panoramą na oba jeziora i wdrapywaliśmy się dalej. Ostatnia 1/4 drogi to same łańcuchy i z dość niekomfortowym zpionizowaniem (szczególnie dla nas – z dużymi plecakami). dokoła słychać było tylko krakanie kruków…Na samej górze było zimno, widok generalnie niezły, tylko na stronę słowacką mleko. Natomiast absolutnie zrekompensował nam to widok z Wagi (przełęcz pod Rysami po stronie słowackiej). Trudno to opisać, bo aż zatyka, a dodatkowo znajduje się tam piękna wychodnia skalna – można się poczuć jak na morzu…tyle że gór. Samo schronisko pod Rysami jest raptem godzinę drogi od szczytu, nagle wyłania się w dolinie pod Wagą. Przekrój ludzi był bardzo zróżnicowany, my mieliśmy okazję poznać wcześniej widzianego Amerykanina Polskiego pochodzenia, który przez ostatnie 6 tygodni chodzi po polskich górach. A na Rysy wchodził w sandałach :). Bardzo się zaprzyjaźniliśmy (również dzięki niesamowitej grze na gitarze) i mamy nadzieję, że kiedyś on nas oprowadzi po Północnej Karolinie!

Dolina 5 Stawów

Dolina 5 Stawów

Morskie Oko ze Świstówki

Morskie Oko ze Świstówki

Czarny(?) Staw

Czarny(?) Staw

odpoczynek w drodze na Rysy

odpoczynek w drodze na Rysy

popołudniowe Rysy (na szczycie) - widok na Słowację (i naszą drogę)

popołudniowe Rysy (na szczycie) – widok na Słowację (i naszą drogę)

jedno z tych uczuć, które zostaje w człowieku na zawsze - przełęcz pod Wagą i widok na Słowackie Tatry

jedno z tych uczuć, które zostaje w człowieku na zawsze – przełęcz pod Wagą i widok na Słowackie Tatry

tutaj również panuje zwyczaj zaznaczania szlaku kopczykami z kamieni (chociaż nie jest to tak niezbędne)

tutaj również panuje zwyczaj zaznaczania szlaku kopczykami z kamieni (chociaż nie jest to tak niezbędne)

zachód słońca pod Rysami

zachód słońca pod Rysami

  • Dzień 3: Schronisko pod Rysami – Mengusovska Dolina – Popradzkie Pleso – Ostrva – Tatrzańska Magistrala – Batizovske Vodospady – Sliezsky Dom

Dzień niestety nie był taki piękny jak poprzednie. Po prawdzie – w ogóle nie chcieliśmy wyjść na zewnątrz. A jak wyszłam to miałam ochotę biec z powrotem. Gdzie jest mój piękny widok??? Gdzie słońce??? Gdzie cokolwiek??? Mgła jak mleko, zacina deszczem i wiatrem…ale schodzić trzeba. Na szczęście im niżej tym było lepiej – szczególnie jak zeszliśmy poniżej chmur. Dolina Mięguszowska jest niezwykle rozległa, po drodze mijaliśmy spore rzesze turystów (nie od dziś wiadomo, że podejście na Rysy od słowackiej strony jest proste i przyjemne, odwrotnie jak od strony polskiej). Dotarliśmy do Popradzkiego Plesa, gdzie stoi hotel, w którym mieliśmy początkowo spać, ale nie było miejsc. I może i dobrze…Chata pod Rysami była dużo bardziej klimatyczna :). Potem wdrapaliśmy się strasznie zygzakowatym podejściem na Ostrvę i ruszyliśmy Tatrzańską Magistralą wzdłuż masywu Tatr Słowackich. Droga szczerze mówiąc nie za ciekawa, bardzo długa i po kamieniach (odbite stopy…). Z lewej masyw, ale bez widoku na szczyty, natomiast z prawej piękny widok na równinę słowacką (fajnie kontrastuje z wysokimi Tatrami). W ogóle na stronie słowackiej jest mnóstwo jezior, praktycznie całe Tatry są nimi usiane. Szliśmy więc raz omijając jakąś górę, a raz przecinając dolinę, z obowiązkowym jeziorkiem w środku. Plan zakładał wejście na Polski Grzebień jeszcze tego dnia, ale zrezygnowaliśmy – bardzo wiało i to strasznie zimnym wiatrem a w wyższych partiach gór wciąż przewalały się chmury – na widoki raczej nie było szansy, a do kolejnego schroniska mieliśmy dobre 4 godziny marszu. Zostaliśmy więc w Sliezskim Domu, który okazał się dla nas super wygodny i tani :).

byle tylko zejść poniżej linii chmur

byle tylko zejść poniżej linii chmur

ach, te piękne słowackie doliny, z obowiązkowym jeziorem (Popradzkie Pleso)

ach, te piękne słowackie doliny, z obowiązkowym jeziorem (Popradzkie Pleso)

kamieniste zbocza najwyższych Tatr...a na nich kozice

kamieniste zbocza najwyższych Tatr…a na nich kozice

widok na piękną słowacka równicę, rozciągającą sie miedzy ko9lejnymi pasmami gór

widok na piękną słowacka równicę, rozciągającą sie miedzy kolejnymi pasmami gór

 

  • Dzień 4: Sliezsky Dom – Vielicka Dolina – Polski Grzebień (2200 m.n.p.m.) – Vychodna Vysoka (2429 m.n.p.m.) – Litvorowa Dolina – Bielovodska Dolina – Łysa Polana

Pogoda na szczęście wyglądała dużo lepiej, co przy planie wchodzenia powyżej 2000 metrów n.p.m. jest jednak dość istotne. Wprawdzie chmury się kłębiły, ale było ich dużo mniej. Natomiast temperatura nadal nie rozpieszczała – zimny wiatr dawał się we znaki i dlatego musieliśmy ubrać praktycznie tak jak w zimie – kurtki, czapki, rękawiczki…Trochę dziwnie się czuliśmy, zważywszy na środek lata – oraz fakt, że zaraz po wejściu na Polski Grzebień trzeba było się znów rozbierać :). Ze Slieskiego Domu idzie się na tą przełęcz cały czas u stóp Gerlachu (można również wejść na jego szczyt, ale z przewodnikiem), widoki są fantastyczne na Dolinę Litworowską. Natomiast nie można się oprzeć wejściu na Vychodną Vysoką, z której panorama rozciąga się aż na 3 doliny i wszystkie góry dokoła. To raptem 40 minut wspinania się od Polskiego Grzebienia, ale wysokość jest niewiele mniejsza od Rysów. Pięknie było widać Tatrzańską Łomnicę, Lodowy Szczyt, Gerlach, Rysy oraz przyległe doliny. Akurat mieliśmy sporo szczęścia, bo jak tylko zaczęliśmy podchodzić, to chmury się rozwiały i widoczność była perfekcyjna. Im dalej schodząc w stronę Litvorowskiej Doliny, tym robiło się cieplej – natomiast śnieg leżał wciąż w załomach oraz pływał w jeziorach. Wyjątkowo pięknym i idyllicznym miejscem na odpoczynek okazała się okolica Litworowskiego Stawu – śnieg, wysokie szczyty, szafirowa woda i piękna, pachnąca łąka obok :). Samo schodzenie do Łysej Polany było początkowo dość ładne widokowo w Bielavodskiej Dolinie, potem jednak gdy weszliśmy już między drzewa – ciągnęło się niemiłosiernie. Trzeba przyznać, że to duży minus tej i Jaworowskiej Doliny – są strasznie długie, podejście do pierwszego miejsca z jakimkolwiek widokiem to aż 4 godziny. Schodzenie też nie było ciekawe, ciągła wędrówka po prostym bez widoków, 1/3 drogi utwardzona (zabójstwo stóp). Wychodzi na to, że jednak w słowackie Tatry najlepiej wybrać się od strony Słowacji czyli Szczyrbskiego Plesa lub Tatrzańskiej Łomnicy (kursują regularne busy z Zakopanego). W Łysej Polanie jest sklepik słowacki, więc można się zaopatrzeć na odchodnym w Kofolę i słowackie piwo (czego nie omieszkaliśmy uczynić).

u stóp Gerlachu

u stóp Gerlachu

w drodze na Polski Grzebień

w drodze na Polski Grzebień

widoki z Vychodnej Velkej

widoki z Vychodnej Velkej

rzut okiem na Litworowy Staw

rzut okiem na Litworowy Staw

bardzo ciekawska kaczka, która wtykała dziób wszędzie - dopóki raz nie wetknęła go do gorącej zupy

bardzo ciekawska kaczka, która wtykała dziób wszędzie – dopóki raz nie wetknęła go do gorącej zupy

jak idylla to idylla :)

jak idylla to idylla 🙂

otwiera się Bielavodska Dolina

otwiera się Bielavodska Dolina

pożegnanie z Tatrami

pożegnanie z Tatrami

 

That’s all folks! Ta wyprawa zdecydowanie przypomniała nam, że Tatry są piękne i wciąż pozostaje ich wiele do odkrycia. Byle tylko trafić na dobrą pogodę… Na deser panorama z Velkiej Vychodni 🙂

IMG_6209-IMG_6224

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s