Odc. 2 Valletta znaczy forteca

wkraczamy do Starego Miasta Valletty - przez fosę

wkraczamy do Starego Miasta Valletty – przez fosę

Pierwszy dzień. Otworzyłam oko o 9.00. Leje. Dosłownie – strugi rzęsistego deszczu bębnią w dach, niebo szare i nie wróżące nic dobrego…palma za oknem gnie się rozpaczliwie, wichura, że głowę urywa…chyba mi się śni – to mają być ciepłe kraje??? Zamknęłam oko.

Otworzyłam je znowu o 10.30. Deszczu ani śladu, zza chmur wyziera niebieskie niebo. Tylko ogólna wilgoć i kałuże wszędzie potwierdzały moje obserwacje sprzed 1,5 godziny. Na szczęście nadeszła najwyższa chwila na wstawanie – dzień zapowiadał się całkiem niezły.

Triq ir-Repubblica

Triq ir-Repubblica

Na śniadanie – pasta z oliwek, przeglądamy rozkłady autobusów i w drogę, przystanek nie był oddalony na szczęście za dużo, ale jak to już opisywałam – z tym środkiem lokomocji nigdy nie wiadomo. Wprawdzie nie musieliśmy się za dużo denerwować, że akurat ten konkretny nie dojedzie, bo do Valletty jechała ponad połowa. Generalnie Valletta to największa zajezdnia i węzeł komunikacyjny wyspy. Stamtąd jadą prawie wszystkie autobusy, nie licząc ekspresowych, więc często, żeby dotrzeć w mniej uczęszczane punkty po drugiej stronie wyspy, trzeba przejechać przez dworzec autobusowy w stolicy. Jak pisałam wcześniej – wszystko na szczęście na jednym bilecie.

Konkatedra św. Jana

Konkatedra św. Jana

Sama Valletta z okolicznymi miejscowościami tworzy swoisty konglomerat zabudowań, przechodząc płynnie z jednego w drugie. Wszystkie one usytuowały się naokoło zatoki (Grand Harbour – Wielki Port), a sama stolica – Valletta, na cyplu „wgryzającym” się w tą zatokę. Stamtąd jest więc widok na całą zatokę, z każdej strony. Tylko ta część jest też otoczona wysokimi, żółtawymi murami, dając przbywającemu wyraźnie do zrozumienia, że wszelkie próby inwazji są daremne (historia jednak pokazała inaczej).

mury Valletty od północy - widać drogę samochodową, ciągnącą się u podnóża - auta nieźle podmywały fale :)

mury Valletty od północy – widać drogę samochodową, ciągnącą się u podnóża – auta nieźle podmywały fale 🙂

Na Vallettę składa się głównie Stare Miasto, zaczynające się zaraz za dworcem autobusowym fontanną z trytonami. Od niej odchodzi główna Ulica Republiki (Triq ir-Repubblica), ciągnąca się aż do końca cypla. Pierwsze kroki stawia się na moście nad fosą dokoła murów Valletty. Stąd widać jak są niesamowicie wysokie (z prawej strony jest nawet winda, żeby wjechać szybko na górę, jeśli ktoś zaczął zwiedzanie z nabrzeża), a całe miasto to trójwymiarowa konstrukcja. Idąc główną ulicą, przecznice wiodą tylko w dół, prezentując wąskie pasy drogi z drewnianymi wykuszami w oknach.

Górne Ogrody Barrakka

Górne Ogrody Barrakka

Warto tu wspomnieć o genezie tego miasta. Było ono od XVI wieku stolicą Zakonu Rycerzy Maltańskich – Joannitów, którzy stworzyli prężne państewko. Stąd też pochodzą wszelkie budowle obronne, bo nagromadzonych funduszy było wiele, co widać szczególnie w zabytkach. Zakonowi przewodził Wielki Mistrz, wybierany przez Zakon.

Wielki Port z dokami

Wielki Port z dokami

I z tej właśnie historii wynika najważniejszy zabytek Valletty – niesamowita Konkatedra św. Jana. Poraża ona ogromnym przepychem zarówno w całości, jak i niezliczonych szczegółach. Warto posłuchać audioguide, który dostaje się do biletu, bo na pewno nie zauważymy wszystkiego, co ważne. Przede wszystkim składa się ona z 8 kaplic, poświęconych 8 językom Zakonu (m.in. Włochy, Francja, Niemcy), każda z nich wspominająca Wielkiego Mistrza z ich kraju, zawierająca jego szczątki lub popiersie. Główna nawa bogata jest w malowidła oraz przepięknie inkrustowane ściany – sam budynek jest jednym z najpiękniejszych przedstawicieli stylu baroku w Europie.

miasto 3D - niesamowita piętrowość zabudowy

miasto 3D – niesamowita piętrowość zabudowy

Wychodząc z konkatedry warto wrócić do głównej ulicy i nią kierować się dalej. Po prawej stronie znajduje się dawny budynek opery, a dalej dochodzi się do Pałacu Wielkiego Mistrza, w którym rezyduje Prezydent Malty. Jest on najlepszą pamiątką po Joannitach – znajduje się tam Muzeum Broni oraz można zajrzeć do sal, w których obradował Zakon, a obecnie obraduje Parlament. I jest to też ważna uwaga – podczas obradów Parlamentu nie ma możliwości zwiedzania pomieszczeń, dlatego warto sprawdzić wcześniej, czy danego dnia jest wstęp. Myśmy tego dnia akurat nie mieli szczęścia, a właściwie całego tygodnia, bo aż przez tydzień trwały obrady. Natomiast zupełnym fartem udało nam się zobaczyć Pałac, gdy przesiadaliśmy się w Vallettcie do autobusu na lotnisko. Mając godzinę przerwy, przechadzaliśmy się po mieście i się okazało, że jest otwarte, mimo niedzieli. Sukces :).

przed Pałacem Wielkiego Mistrza

przed Pałacem Wielkiego Mistrza

Szczególnie, że naprawdę bez zobaczenia Pałacu, nie warto wychodzić z Valletty. Całe rekonstrukcje zbroi, ogromne portrety Mistrzów, marmurowe posadzki z wszechobecnym krzyżem maltańskim…czuje się, jakby czas się zatrzymał. Warto poświęcić te 10 euro :). W Muzeum Broni z kolei można obejrzeć dużą ilość muszkietów, halabard oraz szabel i mieczy zarówno Zakonników, jak i ich wrogów, od XVI wieku. Opisana też jest historia wielkiego najazdu Turków (Great Siege) i zdobycie Valletty.

wnętrze Pałacu Wielkiego Mistrza - korytarze

wnętrze Pałacu Wielkiego Mistrza – korytarze

Kierując się wciąż prosto ulicą Republiki dochodzi się po niecałym kilometrze do Fortu św. Elma, zwieńczenia cypla Valletty, z którego roztacza się widok na cały Wielki Port. Niestety, Fort jest bardzo rzadko otwierany, tylko podczas historycznych rekonstrukcji…a szkoda, bo stamtąd jest najlepszy widok. Na szczęście można pocieszyć się chodząc wzdłuż murów zarówno od strony północnej – obserwując Sliemę i jej hotelowo-klubowe zabudowania, jak i od strony południowej, z widokiem na doki, gigantyczne rejsowce oraz trzy kiedyś robotnicze i handlowe miasta Birgu, Kalkara i Isla. Najlepiej wejść do Dolnych i Górnych ogrodów Barrakka – chociaż ogrodami są symbolicznymi, to znajdują się na tyle wysoko, że można stamtąd podziwiać całą okolicę. Warto się tu przejść zarówno w dzień, jak i wieczorem – a nie jest to trudne, kiedy ciemno robi się około 17, jak w listopadzie.

wypasiona zbrojownia wraz z rekonstrukcjami całego uzbrojenia

wypasiona zbrojownia wraz z rekonstrukcjami całego uzbrojenia

Jeśli chodzi o jedzenie, to nasza decyzja była znów wymuszona dziwnym zwyczajem zamykania knajp między 16 a 18. W końcu udało nam się znaleźć miejsce obok konkatedry, które nie zatrzasnęło nam drzwi przed nosem, choć nie było może najtrafniejsze. Dostaliśmy natomiast spaghetti z królikiem oraz ftirę, tradycyjny placek, zapiekany z cebulą, serem i ziemniakami. Rada na przyszłość – ftira starcza z okładem na 2 osoby!

Wielki Port po zmroku

Wielki Port po zmroku

Po obiedzie postanowiliśmy się jeszcze powłóczyć po mieście i podziwiać panoramy rozświetlonego Wielkiego Portu. Sama Valletta jest pełna sklepików z tradycyjną biżuterią maltańską, szkłem (ale po to warto pojechać do Miasteczka Rzemieślników – Ta’Qali) i pamiątkami. Na całej Malcie mało jest na szczęście stoisk z koszmarnymi plastikowymi pamiątkami – raczej dużo jest rękodzieła w różnym wydaniu, ale też nie wszędzie (może to też zasługa mniej turystycznej pory – listopad). Mi się udało w ostatniej chwili kupić właśnie tu maltańskie szkło, bo wcześniej wyszłam z założenia, że na pewno będzie tego pełno wszędzie…

Stolicę zwiedziliśmy, został powrót do domu i pomysły na następne dni :).

Dzień 3

Reklamy

One response to “Odc. 2 Valletta znaczy forteca

  1. Pingback: Odc. 1 Welcome to Malta czyli wesołym autobusem po wyspie | Dusza Śpiewa·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s